Czy słowa mają kolory?

Co każdy z nas widzi w słowach a co widzą tłumacze?

Kilka dni temu na jednej z facebookowych grup, wcale nie poświęconej tłumaczeniom, zobaczyłam zdjęcie starego krzesła z napisem: БРАТЬЯ ТОНЕТЪ. Pod spodem umieszczono pytanie:

Znalazłam takie krzesło w piwnicy dziadków, czy ktoś zna rosyjski i pomógłby rozszyfrować co to za krzesło?

Okazało się, że znających rosyjski jest całkiem sporo. Podobnie jak prób wyjaśnienia zagadki. Zadziwiająco dużo jak na zadane pytanie. Każdy miał jakiś pomysł i własne przypuszczenia. Złośliwcy odsyłali autorkę pytania do Google, a inni z lepszym lub gorszym skutkiem podawali swoje wersje.  W pewnym momencie rozgorzał nawet spór o znak umieszczony na końcu jednego ze słów. Komentujący wyraźnie się podzielili na zwolenników znaku twardego i miękkiego. Wytaczano nawet argumenty typu: „Wiem lepiej, bo tłumaczyła koleżanka z Ukrainy”. No cóż, logika nie do podważenia.

Szczerze mówiąc propozycja skorzystania z wyszukiwarki Google, to nie był taki zły pomysł. W końcu to dość zaawansowane narzędzie. Można przecież wybrać różne opcje wyszukiwania. Wiem to nawet ja, średnio zaawansowany użytkownik Internetu. Nie wszyscy jednak o tym wiedzą, a na dodatek lubimy szybkie i gotowe rozwiązania, nie mówiąc o tym, że wielu z nas zwyczajnie się nie chce. A szkoda.

Kiedy byłam mała o Internecie nikt jeszcze nie słyszał, a mimo to ludzie jakoś żyli, uczyli się, zdobywali informacje, że o wzajemnych kontaktach międzyludzkich nie wspomnę. Wtedy moją ulubioną książką była Encyklopedia powszechna PWN. Na drugim miejscu plasował się Słownik wyrazów obcych autorstwa Władysława Kopalińskiego. Mama nauczyła mnie, że to tam trzeba najpierw poszukać, jeśli się czegoś nie wie. Była bardzo mądrą mamą. Wiedziała, że w dorosłym życiu problemy będę musiała rozwiązywać sama, dlatego nie dawała mi gotowych odpowiedzi. Nauczyła mnie sięgać do źródeł. Miała rację. Ta umiejętność bardzo przydaje się w pracy tłumacza.

A co ma do tego wszystkiego pytanie zadane na Facebooku?

Jako tłumacz doskonale wiem, że słowa mają różne odcienie, które zmieniają się w oczach każdego z nas. Stąd biorą się tak różne propozycje tłumaczeń, gdy ktoś prosi o pomoc, nie podając przy tym szczegółów i kontekstu. Zanim to bliżej wyjaśnię, chcę podać przykład nie związany z tłumaczeniem.

Wyobraźcie sobie grupę ludzi, której pokazujecie kilka przedmiotów w różnych kolorach i poproście ich, żeby określili słowami jakie kolory mają te przedmioty. Nawet bez tego eksperym

entu wiadomo, że każda z tych osób będzie określać kolory w odmienny sposób, używając do tego różnych słów. Kto by pomyślał, że na to jak odbieramy kolory mogą mieć wpływ różne czynniki np. płeć, stan zdrowia,  wykształcenie, doświadczenie, wykonywany zawód, pora dnia, a nawet nasz nastrój.

Podobnie jest ze słowami. Dla jednych, tych nie związanych zawodowo z tłumaczeniem, słowo ma tylko jedno konkretne znaczenie, czyli jeden kolor. Inną grupę stanowią ludzie znający język na poziomie wyższym niż podstawowy. Ci potrafią dostrzec już więcej znaczeń, czyli widzą więcej kolorów. Im lepsza znajomość języka, tym więcej barw, szersze pole widzenia i często więcej wątpliwości. Paradoks? Nie, to tylko problem z nadmiarem informacji.

Na koniec słów kilka o Michaelu Thonecie i jego krześle, o które pytała autorka postu.

Michael Thonet to znana postać w historii meblarstwa, autor projektu kultowego modelu krzesła o nazwie Konsumstuhl Nr 14 pochodzącego z 1859 roku. To niezwykle proste i eleganckie zarazem krzesło, nieodłączny atrybut wyposażenia wielu kawiarni w przedwojennej, ale także i powojennej Polsce. Swój charakterystyczny wygląd zawdzięcza specyficznej metodzie obróbki drewna bukowego i wykorzystaniu rattanowej plecionki w konstrukcji siedziska. Dobrze zachowane oryginalne egzemplarze są cenione wśród kolekcjonerów i amatorów starych mebli.

2018-04-05T20:17:39+00:00
Tel.: 501-176-173, Email: agnieszka@rosyjskietlumaczenia.pl